Strony

piątek, 26 kwietnia 2019

Epilog

Vito POV:
Czas pędził jak szalony. Nim zdążyłem mrugnąć, od wydarzeń z Sashą upłynął długi rok. Zamknęliśmy
ten rozdział i rzadko wracaliśmy do tego tematu, bo i po co mówić o kimś, kogo już nie było na tym świecie? Mój teść marnie skończył, a moi ludzie rozpuścili jego ciało w kwasie, nie zostawiając po nim śladu. Zapłacił za wszystkie krzywdy, które wyrządził mojej żonie. Nie zawahałem się, kiedy powierzałem własną broń Arij'owi, który aż pałał się do wystrzału. To on zabił własnego ojca, a jego śmierć przyniosła mu sporo satysfakcji. Dzięki temu, że Sasha zginął, Arij przejął jego miejsce, odzyskał swoją miłość - Daszę i uwił sobie gniazdko w Rosji. Skurczybyk był szczęśliwy, a dwa miesiące temu na świat przyszedł jego syn. 

Mimo upływu czasu Arina nie przypomniała sobie wszystkiego. Nie miała pojęcia, że to przez ojca cierpiała przez tyle miesięcy, lecząc rany. Dla niej po prostu zdarzył się wypadek, w którym ucierpiała i miała braki w pamięci. Poznawała wszystkich członków mojej rodziny, nawet moich kumpli, ale poza tym miała ogromną dziurę. Bardzo się przez to zmieniła. Była bardziej radosna, mniej się przejmowała i cieszyły ją naprawdę małe rzeczy. Nasze małżeństwo nie zaczęło się najlepiej, walczyliśmy ze sobą, a ja pokazałem jej twarz, której nie chciałem. Teraz Arina była kompletnie inną osobą, zakochaną, szczęśliwą i wpatrzoną we mnie jak w obrazek. Kochała spędzać wieczory przy kominku, oglądając film i popijając gorące kakao. Uwielbiała kąpać się w basenie, chociaż przez kilkanaście dni uczyłem ją lepiej pływać, i trajkotać z Gabrielle. Więcej czasu spędzała z moimi braćmi, którzy po wypadku zbliżyli się do niej, jak i z Alessią,
żoną Ottavio oraz moimi rodzicami. Mama często zapraszała ją do siebie na lunch lub zakupy. Zaprzyjaźniły się, a Arina traktowała ją niemal jak własną matkę, którą po akcji z Sashą Arij zabrał do Rosji. I chociaż cieszyłem się, że Arina odzyskała chęć do życia, w głębi duszy czułem również smutek. Sasha odebrał jej coś bardzo cennego, coś, czego być może już nigdy nie będzie w stanie odzyskać. Zapomniała złe chwile, które jej się przytrafiły, zamknęła je w szufladce i zepchnęła w głąb umysłu, ciesząc się tym, co posiadała. Wiele razy pytałem lekarza, czy to normalne, czy być może coś ulegnie zmianie, czy można to leczyć. Odpowiedzi wcale mnie nie pocieszały. Doktor Binenti tłumaczył, że nic więcej nie może zrobić. Widocznie Arina zamknęła się na przeszłość, nie dopuszczała do siebie wspomnień i dlatego do tej pory nie pamiętała kompletnie nic. Osobiście nie zamierzałem opowiadać jej wszystkiego, przez co musiała przejść, tak było po prostu lepiej. Nie dla mnie, dla niej. Wiem, że te wspomnienia by ją złamały, uśmiech zniknąłby z jej pięknej buzi i wciąż zadręczałaby się i próbowała na siłę przypomnieć. Jej radość była dla mnie nagrodą, wyglądała wspaniale i nie chciałem tego zniszczyć. Czasami leżąc już w łóżku i wpatrując się w jej spokojną twarz pogrążoną we śnie, myślałem, że może to dla nas druga szansa. Że ktoś tam na górze ułożył wszystko tak, żeby dać nam nowy start. Skreślić ten, który koncertowo spierdoliłem i pozwolić odbudować nasze małżeństwo kawałek po kawałku. Wierzyłem w to całym sobą, dlatego każdego dnia starałem się i dawałem z siebie wszystko, aby moja żona była szczęśliwa. I była, a ja kochałem ją coraz mocniej. 


Pewnego dnia zaskoczyła mnie przy śniadaniu, kiedy zapytała, co właściwie robiła przed wypadkiem. Z ciężkim sercem opowiedziałem jej, że była po prostu moją... żoną. Zmarszczyła brwi, podparła brodę na dłoni i patrzyła na mnie zdziwiona. Nie spodobało jej się to i wtedy się zaczęło. Uparła się jak osioł, że chce zrobić coś ze swoim życiem. Może i zapomniała przeszłość, ale doskonale wiedziała, że chciała studiować weterynarię. Szukała w internecie uczelni, czytała opinie i podsuwała mi laptopa, siadając na moich kolanach i ekscytując się na myśl o nauce. A ja walczyłem ze sobą, żeby jej zabronić, skarcić i
wybić z głowy ten szalony pomysł. Nic nie mogłem poradzić na to, jak potwornie się o nią bałem. Ten pomysł wydawał mi się kurewsko szalony
, a ja nadal byłem potwornie przewrażliwiony. Unikałem tematu, próbowałem ją czymś zająć i odwrócić jej uwagę, ale bestia walczyła niczym lwica o własne dziecko. Nie mogłem po prostu powiedzieć "nie", zachowując się jak dupek, bo ponownie zmieniłbym się w kogoś,
kogo zostawiłem za sobą. Arina nie miała pojęcia, czym się zajmowałem, na czym polegała moja praca, ponieważ tego nie pamiętała. Musiałem się pilnować, żeby niczego nie podejrzewała i tłumaczyć, że prowadzę firmę i stąd w naszym domu przewija się tylu ludzi. Na szczęście pamiętała Paolo i polubiła go bardziej, niż wtedy, kiedy zaczął ją chronić. Traktowała go jak strasznego brata, zastępując w ten sposób Arij''a, który był w Rosji i starał się odwiedzać ją tak często, jak to tylko możliwe.


Wtedy, kiedy zgodziłem się na jej studiowanie, co zrobiłem z ciężkim sercem, wydarzyło się coś, czego chyba oboje się nie spodziewaliśmy - Arina zaszła w ciążę. Zabezpieczaliśmy się, pilnowałem tego, ponieważ moja żona nie była gotowa na tak poważne zmiany. Mimo tego, iż mój ojciec oczekiwał wnuka, po wypadku absolutnie na nas nie naciskał. Rozumiał, że Arina musi dojść do siebie i chociaż rany się wygoiły, a jej plecy zdobił ogromny tatuaż skrzydeł, ona sama musiała być na to gotowa. Nie mam pojęcia, czy była, bo wcześniej nie rozmawialiśmy na ten temat, ale stało się samo, zaskakując nas znienacka. Mario twierdził, że być może zmiana klimatu wpłynęła na moją żonę. W tamtym czasie odbyliśmy długą wycieczkę, zmieniając miejsca dość często, w tym klimat. Kochaliśmy się co noc, co też było dla mnie małym szokiem, ale nie śmiałem narzekać i spełniałem zachcianki mojej żony. Była nienasycona, szczęśliwa i piękniała z dnia na dzień. Przez chwilę bałem się, że być może wiadomość o ciąży ją załamie, jednak stało się całkowicie na odwrót. Kiedy lekarz potwierdził, że to siódmy tydzień rozpłakała się, wciskając twarz w zagłębienie mojej szyi, czym totalnie mnie rozwaliła. Sam miałem ochotę płakać, ponieważ była to dla nas bardzo wzruszająca chwila. Po tym wszystkim, co wydarzyło się rok temu, mieliśmy zostać rodzicami. Czy mogliśmy wymarzyć sobie piękniejszy happy end? Absolutnie nie!

Niestety nikt nie uprzedził mnie, że ciąża to ciężki kawałek chleba. Mimo tego, iż Arina była dopiero w siódmym tygodniu, wariowałem tak samo, jak na początku. Chuchałem na nią i dmuchałem, karciłem, kiedy się przemęczała i prosiłem, żeby odpoczywała. Machała na mnie ręką, tłumacząc, że ciąża to nie choroba. Wiedziałem o tym, jednak mój mózg przedstawił się na inne fale i nie pozwalał mi na racjonalne myślenie. Bałem się, że wydarzy się coś złego, dlatego starałem się spędzać w domu tyle czasu, ile tylko mogłem. Rozpieszczałem ją, nosiłem, głaskałem i masowałem, kiedy coś jej dolegało. Jednak nic, przysięgam nic, nie było w stanie zastąpić momentów, kiedy siadałem obok niej i układałem dłoń na jej wciąż małym brzuszku. Patrzyłem na niego jak zaczarowany, nie mogąc doczekać się momentu, aż urośnie i będę mógł poczuć ruchy naszego dziecka. To było niesamowite uczucie. 
Dziękowałem Bogu za Arinę, za to maleństwo, za życie, które zmieniło się na lepsze. Przed poznaniem jej byłem zimnym człowiekiem, który robił swoje, nie myśląc o uczuciach czy miłości. Wtedy to nie było dla mnie ważne, a interesy, moi ludzie i pieniądze. Arina, ta słodka nastolatka, tak wiele zmieniła, pojawiając się na mojej drodze. To dzięki niej zmieniłem priorytety, spychając pracę odrobinę na bok, poświęcając jej całą uwagę. Chroniłem ją oraz nasze dziecko i dawałem z siebie sto dziesięć procent. Wszystko układało się wspaniale, a ja wierzyłem, że najgorsze chwile mamy już za sobą. Oczywiście moje życie nie było usłane różami, a świat mafii na zawsze będzie stanowił niebezpieczeństwo, ale zamierzałem dać swojej rodzinie dobre i spokojne życie. 



K  O  N  I  E  C





*****************************
Hejo!
No i mamy koniec. Jakoś szybko to zleciało :)
Jeśli ktoś zatęskni za Ariną i Vito, w II części również będą się pojawiać :)

Jak zawsze na końcu, chciałam podziękować wszystkim, którzy zechcieli zostawić po sobie ślad. Przeczytałam każdy komentarz, wiele razy śmiejąc się do telefonu. Doceniam każdą gwiazdkę i waszą aktywność, bo to pokazuje mi, że jesteście ze mną.
Bardzo to doceniam ♥